Rozdział 2
Nie jestem sama
Mój typowy dzień na Maxheymie zawsze zaczynał się wstawaniem spowodowanym budzikiem. Zawsze było "jeszcze 5 minut, jeszcze 5 minut " . Nie chciało mi się wstawać, komu by się chciało wstawać o 6 rano. Ale w końcu wstać musiałam. Przygotować się do pracy i pojechać do naszego biura. Spotykać się z archeologami, znajdować drogi do kolejnych artefaktów, skarbów, zatoniętych statków. Musiałam wstać, aby rozmawiać o mojej pasji i robić to co kocham. Nie chciało mi się tego robić i nie musiałam tego robić. Teraz jest to odwrotna kwestia. Muszę wstać, aby walczyć o przetrwanie. Nie chcę, nadal nie chcę, ale muszę to zrobić.
Nie przeszukuję dalej plecaka. Muszę znaleźć coś do jedzenia. Ciekawe. Niemożliwe. Wątpię, że hot-dog będzie leżał na środku pustkowia. A nawet jeżeli mam broń, żadnego zwierzęcia nie tknę. Jedyne co jest teraz pewne to to, że nie przetrwam jednej nocy.
Zmuszam się i w końcu wstaję z dziennikiem i długopisem w ręce. Będę dokumentować wszystko co zdołam zaobserwować. Skoro zaczęłam dziennik, to chciałam go pisać, więc będę.
...
''Po 15 minutach drogi przed siebie nie znalazłam żywej duszy. Śnieg, śnieg, śnieg, lód, śnieg, śnieg, lód. Cóż za monotonia."
...
''Po kolejnych 15 minutach również nie znalazłam nic. Usiadłam zdenerwowana z przekonaniem, że tutaj umrę. Spojrzałam w prawo- nic. W lewo- tadaaaa. Góra! Odpocznę chwilę i idę!"
...
''Po ok. 30 minutach jestem przy górze. Cała jest zimna i pokryta lodem. W plecaku był kilof, który na pewno pomoże mi we wspinaczce."
...
"Po bardzo długim okresie czasu, na pewno więcej niż pół godziny, znalazłam się na "lodowej półce". Zabrzmi to jak absurd, ale z lewej strony półki znalazłam łuk, a w plecaku mam trzy strzały. Może to mój łuk? Może tu byłam?"
Z wycieńczenia mam czarno przed oczami. Słońce powoli zachodzi. Zdejmuję kaptur i przytulam głowę do góry, może to trochę pomoże na ten okropny ból.
Powoli zaczynam zasypiać kiedy nagle zaczynam słyszeć kroki. Nie jesteś tu sama- powtarzam w myślach. Budzi to we mnie przerażenie. Chwytam dziennik. I wyskakuję zza rogu. Rzucam dziennikiem jak najdalej, jeżeli ktoś mnie złapie, może ktoś mnie znajdzie. Robię stylowy obrót zdejmując z siebie łuk i naciągając strzałę na cięciwę. Strzelam. Facet unika strzału (rozpoznaję po sylwetce). Rzucił się na ziemię próbuję znowu strzelić tym razem na ziemi, unika, wstaje i ucieka do jaskini obok. Idę przed jaskinię. Facet rozcina nożem jakąś linę, nagle przed wejście spada lodowy blok i trafiam w niego. Musi być jakieś inne wejście. Zaczynam go szukać. Chyba szukam guza.
środa, 23 lipca 2014
wtorek, 22 lipca 2014
Trylogia Ziąbu. Tom 1 - Spotykając chłód. Rozdział I.
Spotykając chłód
Rozdział I
Dziennik
Otwieram jego pierwszą stronę. Kartka jest porwana i brudna, co przeszkadza mi w czytaniu i nie mogę wychwycić wielu słów.
'' Jestem strasznie podekscytowana. Wreszcie to ......! Dzisiaj lecę na Max..... , na ....... .......onę planety. .... tam razem z ..."
Poniżej znajduje się zdjęcie. Dostrzegam siebie i kogoś obok mnie, nie wiem kto to, ale musi gdzieś tu być, skoro mam z nim zdjęcie w helikopterze. Nie widzę jego twarzy, przed oczami mam mgłę. Nie wiem czy to przez tę pogodę czy uszkodziłam również wzrok, tak samo jak moją pamięć. Jak w ogóle mogłam ją stracić? Może wypadłam z helikoptera?
Musiałam zacząć ten dziennik w dniu, w którym tutaj wyruszyłam, ale coś mi się tu nie zgadza.
''Dzisiaj jadę na Max...."
Maxheym. Maxheym to gorąca część planety, z której pochodzę. Przecież to nie ma jakiegokolwiek sensu. O co chodzi?
Przeszukuję plecak i znajduję długopis. Uzupełniłam tekst w dzienniku mniej więcej tak, jak najprawdopodobniej było.
'' Jestem strasznie podekscytowana. Wreszcie to poczuję! Dzisiaj lecę na Max?, na zimną stronę planety. Będę tam razem z Georgem"
Przewracam kartkę i zauważam trzy krótkie listy. Są przyklejone i bardzo śliskie. Tusz się gdzieniegdzie zmazał.
'' Kochana Elise,
Nie ufaj ....!
-G.''
'' Najukochańsza Elise Sparks,
Helikopter jest zepsuty, nie ma jednych drzwi. Prawych. Uważaj na siebie. Nie wypadnij.
Wyrazy miłości,
-W.''
'' Kochana córeczko,
Bardzo się o Ciebie martwimy z Twoją młodszą siostrzyczką. Podarowała Ci swojego słonika na szczęście.
Całusy,
-M i A."
A co to ma być? Jakieś szyfry?
Najpierw zajęłam się imionami. G i W to oczywiście Goerge i Will, jeden z nich to najprawdopodobniej mój chłopak. M to Mariah, moja matka. A to moja siostra, ale nie pamiętam jej imienia. A ja jestem E. Elise. Elise Sparks.
Potem wzięłam się za same listy. Dwa pierwsze listy od Goerge'a i Will' a są bardziej poradami. Mam komuś nie ufać, nie wiem komu, bo zmazał się tusz. I miałam nie wypaść z helikoptera, ale wypadłam.
Ostatni list jest od mojej mamy i młodszej siostry. Muszą się teraz o mnie martwić. Mają o co.
Rozdział I
Dziennik
Otwieram jego pierwszą stronę. Kartka jest porwana i brudna, co przeszkadza mi w czytaniu i nie mogę wychwycić wielu słów.
'' Jestem strasznie podekscytowana. Wreszcie to ......! Dzisiaj lecę na Max..... , na ....... .......onę planety. .... tam razem z ..."
Poniżej znajduje się zdjęcie. Dostrzegam siebie i kogoś obok mnie, nie wiem kto to, ale musi gdzieś tu być, skoro mam z nim zdjęcie w helikopterze. Nie widzę jego twarzy, przed oczami mam mgłę. Nie wiem czy to przez tę pogodę czy uszkodziłam również wzrok, tak samo jak moją pamięć. Jak w ogóle mogłam ją stracić? Może wypadłam z helikoptera?
Musiałam zacząć ten dziennik w dniu, w którym tutaj wyruszyłam, ale coś mi się tu nie zgadza.
''Dzisiaj jadę na Max...."
Maxheym. Maxheym to gorąca część planety, z której pochodzę. Przecież to nie ma jakiegokolwiek sensu. O co chodzi?
Przeszukuję plecak i znajduję długopis. Uzupełniłam tekst w dzienniku mniej więcej tak, jak najprawdopodobniej było.
'' Jestem strasznie podekscytowana. Wreszcie to poczuję! Dzisiaj lecę na Max?, na zimną stronę planety. Będę tam razem z Georgem"
Przewracam kartkę i zauważam trzy krótkie listy. Są przyklejone i bardzo śliskie. Tusz się gdzieniegdzie zmazał.
'' Kochana Elise,
Nie ufaj ....!
-G.''
'' Najukochańsza Elise Sparks,
Helikopter jest zepsuty, nie ma jednych drzwi. Prawych. Uważaj na siebie. Nie wypadnij.
Wyrazy miłości,
-W.''
'' Kochana córeczko,
Bardzo się o Ciebie martwimy z Twoją młodszą siostrzyczką. Podarowała Ci swojego słonika na szczęście.
Całusy,
-M i A."
A co to ma być? Jakieś szyfry?
Najpierw zajęłam się imionami. G i W to oczywiście Goerge i Will, jeden z nich to najprawdopodobniej mój chłopak. M to Mariah, moja matka. A to moja siostra, ale nie pamiętam jej imienia. A ja jestem E. Elise. Elise Sparks.
Potem wzięłam się za same listy. Dwa pierwsze listy od Goerge'a i Will' a są bardziej poradami. Mam komuś nie ufać, nie wiem komu, bo zmazał się tusz. I miałam nie wypaść z helikoptera, ale wypadłam.
Ostatni list jest od mojej mamy i młodszej siostry. Muszą się teraz o mnie martwić. Mają o co.
niedziela, 20 lipca 2014
Trylogia Ziąbu. Tom 1 - Spotykając chłód. Prolog.
Spotykając chłód
Prolog
Przebudzenie
Budzę się w twarzą w ziemi. Czuję coś, czego nigdy nie czułam. Coś zupełnie innego, co odczuwam na co dzień. Mam długie spodnie, grube buty i coś podobnego do bluzy. Moja głowa przykryta jest kapturem. Panuje tu jakaś dziwna aura. Po mojej twarzy i dłoniach rozchodzi się dziwne, odmienne uczucie. Gdzie ja jestem?
Słyszę dziwne świsty. Nie mam ochoty tego sprawdzać, więc dalej leżę na brzuchu. Ruszam prawą ręką i badam podłoże. W dotyku podobne jest do ziemi, ale jest zimne. W końcu wstaję i nie wierzę własnym oczom. Otacza mnie biała ziemia, a w powietrzu latają miliony białych pyłków. Wiem co to jest... To coś co zawsze chciałam poczuć.
To chłód.
Z radości podskakuję, zaczynam się śmiać i tańczyć. Nagle wpadam na coś przezroczystego i ruchy moich nóg zaczynają się chwiać i spadam. Podłoga jest twarda. Po chwili radości zaczynam dochodzić do siebie... co się w ogóle dzieje? O co chodzi? Gdzie jestem? Kim jestem?
Nie wiem nic. Wiem tylko, że mieszkałam na Maxheymie, gorącej części planety, gdzie nie znano takiego uczucia jak chłód. Mieszkałam tam razem z rodzicami i przeprowadzałam się do mojego chłopaka Willa albo Georga. Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem co robić. Nie wiem nic o mnie. Nie wiem gdzie jestem i po co. Nie wiem jak nazywali się moi rodzice, ja, chłopak. Nie wiem co mam jeść. Nic nie wiem. Nic. Pustka. Dlaczego? Tego też nie wiem.
Czuję się już lepiej, a przynajmniej takie mam wrażenie. Wcześniej czułam się jak... na haju. Nie wiem czemu. Znowu nie wiem. W związku z tym zaczynam kojarzyć fakty i to, że niosę plecak. Tak, dopiero teraz to zauważam.
Zdejmuję go z pleców i patrzę do środka. Dostrzegam dużo rzeczy, ale pierwsze co rzuca mi się w oczy to dosyć gruba książka ze skórzaną okładką. Na środku widnieje złoty napis "DZIENNIK".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)